księga gości

2011
grudzień
maj
kwiecień
styczeń
2010
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2007
grudzień
listopad
październik
sierpień
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
maj
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik

MOJE WIGILIE

Ta, podczas której dostałam pod choinkę "Karolcię" Marii Kruger. I skądś wiedziałam, że to nie Aniołka lecz od dziadzia Antosia. Miałam wtedy 8 lat.

Ta bardzo pospieszna, trochę naciągana, właściwie robiona dla mnie, bo rodzice byli myślami w szpitalu, gdzie leżał nieprzytomny brat - potrącony przez samochód, gdy przebiegal przez jezdnię na czerwonym świetle (w sumie trochę glupio zostac przejechanym przez warszawę). I babcia Hania, która swoim zwyczajem kiwnęła na mnie palcem, żebym poszła za nią do jej mieszkania na górę. Bo brat schował u niej prezenty dla wszystkich. Nie pamiętam, co dostałam, pamiętam, że pojechaliśmy do szpitala i tam spędziliśmy resztę wieczorui. Miałam chyba 12 lat

Ta ostania z mamą, gdy wyspinała się do nas na czwarte piętro, co było dla niej nie lada wysiłkiem. Na każdym półpiętrze czekało na nią krzesło, żeby mogła sobie odpocząć. 

To ciekawe, ale tej pierwszej bez mamy nie pamiętam.

I ta dzisiejsza - można by rzec międzynarodowa, bo z dwoma Australijczykami. Jeden z nich mieszka w Polsce od czterech lat i nikt go nigdy nie zaprosił na Wigilię. Bo to przecież rodzinne święto, a ten dodatkowy talerz dla niespodziewanego gościa to tylko tradycja bez znaczenie. Byłam przekonana, że taki Australijczyk, nauczyciel, ktory spotyka się codziennie z mnóstwem ludzi, ma wiele zaproszeń i naszego juz nie przyjmie, a tu niespodzianka. Niestety miał kulinarnego pecha, bo okazalo się, że nie jada grzybów i karpia, a u nas zupa grzybowa, grzybki duszone, karp i zupa rybna. Z karpia oczywiście. Z pewnością zapamięta tę Wigilię, jako najgorszą kolację swojego życia. Z drugiej strony było naprawdę miło. Tato był zadowolony, mogąc zadać milion pytań na temat życia w Australii, Artur dzielnie tłumaczył i co tam nielubiane grzybki, liczy sie atmosfera. 


traszka 2011-12-24 skomentuj (1)
PETENCI

 Udałam się dzisiaj do oddziału NFZ po odbiór EKUZ. Zdziwił mnie tłum ludzi tuż przy wejściu - była 8:10, zwykle o tej porze jest pusto. Weszłam i ruchem reki zostałam zatrzymana przez strażnika - uprzejmego i młodego.

- Dzień dobry. Proszę zaczekać. Panie mają teraz zebranie.
- Dzień dobry. Zaczekam, oczywiście - i weszłam  dalej korytarzykiem w prawo, żeby usiąść sobie wygodnie tuz przed stanowiskiem wydawania kart. Inni czekali karnie w holu. Siłą rzeczy byłam pierwsza w kolejce, choć miałam mikro wyrzuty sumienia i tylko cudem nie zostałam zlinczowana. A może podziwiali mnie w milczeniu, że miałam odwagę przejść.

***

 Przyszłam  wczoraj na zebranie rodziców . Przy wejściu powitała mnie Pani Woźna - najważniejsza w szkole osoba. Wskazała mi ławeczkę tuz przy drzwiach.

- Tu siadać i czekać, bo podłogi mokre i się mi naniesie błoto. Kto to widział przychodzić pół godziny przed czasem!

Nie miałam odwagi się sprzeciwić. Szacun dla Pani W. - nigdy ne wypuści dziecka ze szkoły, jeżeli pisemne zwolnienie od rodziców nie jest potwierdzone podpisem nauczyciela.


traszka 2011-01-13 skomentuj (1)
PSYCHOLOGIA TŁUMU

 Artystka śpiewała Pieśń Solvejgi. Skończyła i publiczność zaczęła klaskać. Jednak to nie był jeszcze koniec, bo orkiestra grała dalej. Wszystkim zrobiło się wsytyd z powodu falstartu. Gdy skończyl się kolejny utwór, nikt nie zaklaskał. Każdy czekał, aż klaskać zacznie ktoś. Trwała ta cisza dłuższą chwilę, aż w końcu znalazł się odważny meloman. Altowiolista w orkiestrze uśmiechnął się nawet kpiąco, chociaż może mi się zdawało, bo siedziałam daleko.
 Też się dałam ponieść tłumowi. A myślałam, że nigdy mnie to nie spotka...

traszka 2010-10-20 skomentuj (0)
WARSZAWA - FESTIWAL WIWAT JAPONIA I FESTIWAL SUSHI

 Wybieram się do Warszawy by w sobotę 9 października  i niedzielę 10 października wziąć udział w Fetiwalu Sushi. Służbowo.

Od 11:00 do 17:00 w pałacu Zamoyskich przy ul. Foksal 2 będziecie mogli zobaczyć, czym się zajmuję w wolnym czasie.
Ale to nie ja będe główną atrakcją warszawskiego eventu.

Będzie można zobaczyć laleczki kokeshi - ponad setka różnch przedstawicielek gatunku . I mnóstwo innych uroczych japońskich drobiazgów oraz trochę sprzętu do sztuk walki. Zobaczcie tutaj : www.zanshin.pl


!


Wiwat Japonia i Festiwal Sushi

traszka 2010-10-07 skomentuj (0)
WODA

 Na pasku w TVN24 przewinęła się informacja, że na moim osiedlu nie ma wody. Ale to wiedziałam już od rana, bo nie zdążyłam umyć włosów. O 6:30 leciała tylko zimna woda, co mi nie przeszkadza, bo mam jakiś wewnętrzny przymus mycia włosów z samego rana i nie ma możliwości, żeby ich nie umyć. Ale gdy już wyekspediowałam dziecko do szkoły, okazało się, że z kranu nie leci nic. W czajniku pustki, w butelce tylko odrobina lekko gazowanej Nałęczowianki. 

 Ale nie narzekam. Przytaszczyłam dwie zgrzewki wody i zaległam na kanapie. Zostałam w domu, bo tak mnie coś ścięło -katar, bolące gardło, łamanie w kościach i ogólnie nieciekawie. Wideo na życzenie pozwoliło mi na pobranie pierwszego odcinak siodmej części Chirurgów, a jeśli jeszcze włączą Desperate Housewives, to będzie nirwana. 

 Muszę jednak coś zrobić z włosami i to będzie dobry moment na sprawdzene do czego wystarczy półtoralitrowa butelka wody. Jeśli się postaram, może nawet uda mi się zrobić pranie?


PS Około 15:00
Woda płynie. Nie będzie o 19 newsa o biednych, pozbawionych wody mieszkańcach Naszego Osiedla.

traszka 2010-10-01 skomentuj (0)
ZNAJOMA

- Ukłoniła mi sie przed chwilą taka jedna piętnastoletnia dziewczyna - pochwalił się Rafał.

Zareagowałam gwałtownie:

- A skąd ty masz piętnastoletnie znajome?!

Rafał popatrzył na mnie dziwnie.

- Przecież to nie moja znajoma, tylko naszego syna!

Ups.

traszka 2010-09-29 skomentuj (2)
NIE CHWALĘ SIĘ


Dzisiaj nadszedl kryzys. Nie poszłam na siłownię, pożarłam paczke delicji i kilka czekoladek. Próbowałam odkupić winy brzuszkami, ale mi się odechciało po dziesiątym.

Na dodatek na francuskim dostałam zadanie domowe. Zadanie domowe ?! W moim wieku?! Dlaczego wcześniej, szukając dodatkowej godziny na francuski, nie pomyślałam, że potrzebuję jeszcze jednej godziny na odrobienie zadania i pouczenia się słówek w wolnym czasie.  Na dodatek muszę dawać dobry przykład Arturowi, bo on ma francuski zaraz po mnie, z tą samą panią i tez ma dużo zadane. Musimy wymyślić jakiś system, grupę wsparcia może, odrabianie zadań przy wspólnym stole, wzajemne odpytywanie może.

Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Na pocieszenie w sobotę Madame Butterfly.



traszka 2010-09-23 skomentuj (2)
CHWALĘ SIĘ

 Po killku wizytach na siłowni i wyciskaniu dziesiątych potów na sali gimnastycznej pod czujnym okiem Trenera, poczułam się szczuplejsza. Mogę już powiedzieć, że ćwiczę regularnie (w końcu dwa razy w tygodniu od trzech tygodni, to regularnie), nie obijam się na treningach, noga ma być wyżej, to jest wyżej, 20 powtórzeń - jest 20 powtórzeń - no, może nie ma się czym chwalić, ale każdy kiedyś zaczynał. Dla usprawiedliwienia dodam, że na pierwszym treningu ledwo robiłam 15.
 I bluzki stały się jakby luźniejsze. To znaczy nie "jakby", ale one naprawdę są luźniejsze. I dżinsy zapinam  bez wysiłku. I na trening biegnę, jak na skrzydłach pomimo tego, że Trener wrócił z kursu trenerów osobistych i straszy mnie, że nauczył się takich rzeczy, że go znienawidzę.

 Dzisiaj miałam trening na sali gimnastycznej - tylko ja, Trener  i wielkie lustro, w którym mogłam się podziwiać do woli. Po drugiej stronie lustra - uśmiechnięta ja. Fajnie wyglądałam taka wyszczerzona. Po 15 minutach nie było mi już do śmiechu, pot lał się strumieniami, wytapiał się tłuszcz, noga wyżej, przysiad niżej, jeszcze 2, jeszcze 1. Zatrzymaj! Dobrze. Jeszcze raz! 

 Chyba to lubię.


 

traszka 2010-09-16 skomentuj (2)
DZIEŃ SPADANIA

 Pracowicie obrałam i posiekałam marchewki, cebulę, cukinię, pietruszkę, kalarepkę, śliczny maly kalafiorek podzieliłam na różyczki,wszystko wrzuciłam na patelnię i już mi ślinka ciekła, bo głodna byłam potwornie. Sięgnęłam po sól i z szafki nad kuchenką i wypadła paczka makaronu. Prosto na rączkę patelni, której akurat nie trzymałam. Patelnia wykonała piękne salto i moje jarzynki wylądowały na podłodze. Trochę też na ścianie i na szafkach, na mnie na szczęście nie, bo były gorące, prawie gotowe.

 Zamiast dietetycznego obiadu mialam dużo ruchu w postaci mycia kuchni. A na obiad bułkę.

 A gdy schylałam się, żeby podnieść kluczyki, które dziwnym trafem znalazły się na podłodze, na głowie wylądował mi telefon i rozleciał się w drobny mak. Poskładałam, działa, ale na wszelki wypadek nie będę się już dzisiaj ruszać z kanapy.

traszka 2010-09-10 skomentuj (1)
JAWNE TAJEMNICE

 Dowiedzieć się z Twittera o zaręczynach bratanicy - bezcenne!

Bardzo się cieszę i tak  mi jakoś... dziwnie. Mania zaręczona? Ta Mania, która zdziwiona obchodziła indyka dookoła i upewniała się, czy to na pewno nie jest kura? Ta Mania, która siedząc na mnie okrakiem na plaży obsikała mnie i musiałam błyskawicznie się zanurzyć w lodowatym Bałtyku?

A tu proszę. Gratulacje! I miłej zabawy w Turcji.


traszka 2010-09-06 skomentuj (2)



ŚCIEŻKI TRASZKI
Macierzyństwo bez lukru WAŻNE!
Idiomka
Pan Aniu
Koticzka
Wyspiarze